Pamiętam ten telefon około 4 w nocy ” Zbyszek chyba wody mi odeszły”…
Nie wiem dokładnie jak, ale chwilę później byłem w szpitalu a to jakieś 35 kilometrów. Wpadłem na salę porodową z zapytaniem „czy już?!” – usłyszałem tylko że żona już jest na sali operacyjnej i wszystko jest na najlepszej drodze. Zanim wybiła 4.51, bo o tej godzinie urodziła się Amelka, na korytarzu była wydreptana niezła ścieżka. A potem widok inkubatorów, które po kolei wyjeżdżały z sali operacyjnej i wreszcie wyszła Pani doktor Falkowska gratulując trzech córek i syna. Dzieciaczki pojechały na Oiom a żona na salę pooperacyjną. Ciężko było coś wyciągnąć od lekarzy, dopiero po godzinie od przewiezienia na oddział uzyskałem informację – niestety nic podnoszącego na duchu.
Dzieciaczki nie oddychają samodzielnie, zostały podłączone do respiratorów a w dodatku wszystkie mają zakażenia, tak więc od razu dostały antybiotyki. Stan był dość ciężki. Nigdy nie zapomne tego widoku kiedy pierwszy raz wszedłem na oddział i zobaczyłem maleńkie dzieciątka, podłączone do niezliczonej ilości aparatur… Wyglądało to strasznie, ciągle coś wyło, piszczało, mrygało. Siostry z odziału podnosiły mnie troszkę na duchu, że najlepsi specjaliści neonatolodzy zajmą się nimi. Więc teraz biegiem na piętro do żony. Tu usłyszałem że wszystko jest w porządku i chyba teraz dopiero złapałem pierwszy oddech.
Z dnia na dzień stan dzieciaczków był stabilniejszy, jednakże nie obeszło się bez dramatycznych sytuacji – jak ta, kiedy dwie córeczki przechodziły ogólne zakażenie krwi (SEPSA). Jednak wiara, modlitwa i wzajemne wsparcie dodawały nam sił.
Jedna z najwspanialszych chwil dla matki to pierwszy dotyk swoich maluszków. Codzienne pielęgnacja dzieciaczków w szpitalu, dowożenie mleka które żona ściągałą w domu, pieluszek, kremów itp. Na początku marca mogliśmy zabrać dzieciaczki do domu który na dwa lata wynajęła nam gmina.
Najpierw zabraliśmy Klaudię i Asię, po tygodniu do rodziny dołączył Dominik a następnego dnia Amelka. W domu czekała na nich Wiktoria – ich 8 letnia siostra. Niestety dzieciaczki przedwcześnie urodzone są dużo słabsze i wymagają ciągłych kontroli u wielu specjalistów. Pamiętam że czasami trzy razy w tygodniu jeździliśmy do Międzylesia na kontrole i badania. Na dzień dzisiejszy dzieciaczki wymagają rehabilitacji neurologicznej, dwie dziewczynki mają wrodzone wady serca a synek jest alergikiem oraz ma astmę.
Staramy sobie jakoś radzić ale pod wieloma względami przerasta nas to…
A oto nasze najwspanialsze dzieci:










